Podkład- test 3 próbek

Witam kochani po chyba… tak… 3 miesiącach..

 

Miało być częściej- ale weny był brak. Jak była wena- nie było pogody na zdjęcia. I tak narodził się pomysł aby w końcu wrzucić coś do zakładki kosmetycznej. W końcu doszłam do tego, że to chyba najlepsza opcja jak się samej ze sobą ciężko porozumieć.

 

I tak w ręce wpadło mi po trzy sztuki trzech różnych podkładów, w trzech różnych półkach cenowych. Pomyślałam, że to może być spoko temat, ale na względzie należy mieć to, że nie jestem wielką fanką testowania kosmetyków bo mam  mega nadwrażliwą skórę powiek i pod oczami z objawami typowo alergicznymi- o czym pisałam dawno temu w poście z La Roche Posay. Dlatego jakikolwiek podkład idealny w moim mniemaniu jak dotychczas nie wchodził w ogóle w grę. Nie wiem czy to starość, czy efekt rzucenia palenia, ale dziwne objawy opanowały moją twarz.

Wracając do tematu testowałam takie oto cuda:

Podkład nr 1-  Perfect tone od Lirene, cena ok. 35 zł

     
          

Na dzień dobry zachwyciła mnie notka na opakowaniu o tym, że podkład dopasowuje się do koloru cery. Zazwyczaj ciężko w sklepie dobrać odcień idealny ze względu na sztuczne światło, opcja taka zdecydowanie więc zachęca do wypróbowania produktu. Ja miałam kolor 120 natural- i w sumie nawet się sprawdził. Mam raczej jasną karnację, której nie katowałam w lecie żadnym słońcem (krem spf 50),więc rzeczywiście kolor ten nawet “wpasował” się pod kolor mojej skóry, w sensie że nie miałam na twarzy efektu ciemniejszej maski. Jedynie odcień lekko żółtawy przy nałożeniu większej ilości produktu, co przy jego mniejszej ilości było “do zgubienia ” przy korekcji jaśniejszym pudrem w kamieniu.

Zapach produktu całkiem przyjemny, nie jakiś powalająco super, ale nie żeby śmierdział- jeśli wiecie co mam na myśli xd Konsystencja w porządku, i muszę powiedzieć że próbka 1,5 ml była naprawdę bardzo wydajna. Ja całą twarz i dekolt w stopniu bardzo delikatnej warstwy miałam bodajże na 3 czy nawet 4 razy (?).

Krycie raczej dobre, nawet radził sobie z moją pandą pod oczami. Jedyny minus, to że kluszczył mi się pod oczami, co dawało efekt tekturowej skóry w tym miejscu, w związku z czym musiałam co jakiś czas przeklepać te miejsca paluchami i ewentualnie wdrożyć małe poprawki tym podkładem. Na reszcie twarzy trzymał się i wyglądał naprawdę świetnie, dobry do zdjęć 😉

Moja alergia nie uwydatniała się przy jednodniowym stosowaniu produktu, ale gdy minęło już 2-4 dni z rzędu po ok, 8-16 godzin (plus te wspomniane poprawki, które mogły być tu kluczowe) to niestety moja skóra pod oczami i przy wewnętrznych kącikach oczu miały wyraźnie dosyć i swędziały, piekły, pojawiały się bąble.. Ponadto miałam po kilku dniach wrażenie ściągania skóry, tak jakby była ona lekko przesuszona, zaznaczam jednak że moja skóra twarzy jest bardzo trudna.

Ocena ogólna jak dla mnie raczej pozytywna, choć w moim przypadku chyba zbyt obciążający i niestety nie przyjął mi się do codziennego stosowania 🙂

 

Podkład nr 2- Healthy Mix od Bourois Paris, cena ok. 64 zł

     

Z ogromną rezerwą podeszłam do tego podkładu, a to mianowicie dlatego że “wszędzie go pełno”. I to o dziwo iż słyszałam o nim bardzo dobre opinie- nie wierzyłam. Po otworzeniu próbki i wyciśnięciu odrobiny, od razu zahipnotyzował mnie cudowny, świeży, owocowy zapach. I tu znów nastąpiło wycofanie, bo z doświadczenia wiem, że substancje zapachowe lubią uczulać.. Nic bardziej mylnego, a przynajmniej nie w tym przypadku.

Konsystencja wydała mi się bardziej rozrzedzona niż w poprzednim produkcie, przez co podkład na wstępie sprawia wrażenie lżejszego i bardziej nawilżającego. I rzeczywiście- jest sporo lżejszy. Może nieco mniej kryjący od Lirene`a , ale jeśli nałoży się go więcej, to kryje dość dobrze, ale raczej nie robi maski. Kolor jaki testowałam to 52 Vanilia,który wydawał mi się ok,  nawet na tych moich nieszczęsnych cieniach pod oczami, choć muszę go w tym miejscu nałożyć troszkę więcej. Nie kluszczy się tak jak poprzednik, natomiast jeśli nałożę go troszkę za dużo, to po pewnym czasie właził w zmarszczki i i z bardzo, bardzo bliska było to widoczne, z dalsza- niekoniecznie. Wystarczyło mi jedynie “poklepać” trochę paluchem aby to wyrównać i znów wszystko było ok. I raczej nie wymagał większych poprawek. Pojemność próbki to 0,95 ml i szczerze mówiąc ledwie wystarczyła mi na 2 razy uwzględniając też część szyi, także szału nie było jeśli chodzi o wydajność. Firma mogła się bardziej postarać, bo przy posiadanych 3 próbkach tak naprawdę w moim przypadku test był w moim mniemaniu trochę jednak zbyt krótki. Poprzednik w tej konkurencji okazał się dużo lepszy zarówno pod kątem wydajności jak i pojemności próbki..

Jeśli chodzi o moją alergię to z radością stwierdzam, że jej nie było przy stosowaniu jak wyżej- 8-16h codziennie. Jedynie jak przytrafiła mi się jakaś wieczorna drzemka bez uprzedniego zmycia makijażu to czasem lekko swędziało pod lewym- tym bardziej wrażliwym okiem, czasem pojawił się jakiś pojedynczy bąbel, ale bez większych zmian skórnych czy cierpień się obeszło i po zmyciu twarzy i nałożeniu kremu kojącego- objawy niemal natychmiast ustępowały, a na drugi dzień nie było po nich najmniejszego śladu. Poziom nawilżenia również był bardzo dobry nawet po całym dniu, nie miałam uczucia “ściągnięcia” skóry, nawet miałam wrażenie, że cały dzień dobrze “oddychała”- jest taki lekki.

Ocena ogólna jak dla mnie rewelacja. Nic dodać-nic ująć 😀

 

Podkład nr 3- Teint Idole Ultra Wear od Lancome, cena ok. 140 zł

     

Najwyższa półka wśród testowanych. Marka wiodąca na rynku kosmetycznym odkąd byłam jeszcze dzieciakiem, piękne reklamy, doza luksusu.. Podobało mi się też to czarne opakowanie i to, że produkt posiada filtr SPF 15. Konsystencja raczej zbliżona do Healthy Mix ale niestety zapach paskudny 🙁 Wyczuwałam w nim nutkę jakby spirytusu, i mój nadwrażliwy na zapachy nos podpowiadał mi aby nie ryzykować. Ale w sumie wyższa półka..- pomyślałam. No może” gdzieś” go upcham..

Gorzej miałam też niestety z kolorem 03 Diaphane okazał się dla mnie zdecydowanie za ciemny, a raczej za pomarańczowy.. W jednym programie śniadaniowym, pewna Pani makijażystka mówiła, że na pandę pod oczami najlepsze są odcienie pomarańczowe, bo najlepiej kryją. Pomyślałam, że skoro taki oto kolor mi się trafił, no to może chociaż na cienie będzie ok. Nałożyłam do na moje sińce, i nieco poniżej  rozcierając do policzków. Początkowo wydawało mi się, że się przyjmie, jednak okropnie denerwował mnie ten dziwny, nieprzyjemny zapach.. Po ok. 1-3 godzin skóra w tych miejscach zaczynała piec i pojawiło się uczucie mocnego “ściągania” skóry. Zaczęły pojawiać się bąble. Nawet po zmyciu i nałożeniu kojącego kremu nadal uczucie pieczenia i”ściągnięcia” nie znikało dłuższą chwilę. Na drugi dzień nadal widoczne były lekkie bąble.

Postanowiłam próbę powtórzyć po kilku dniach, nie chciałam skreślać “porządnego” podkłady na starcie. Po kilku dniach test powtórzyłam- z takim samym rezultatem. Stwierdziłam, że może pomieszam go np.z Healthy Mixem, bo jeżeli chodzi o krycie cieni to był całkiem dobry. Niestety wydłużyło i nieco złagodziło objawy, ale i tak na dłuższą metę nie było opcji na jego używanie przeze mnie… 🙁

Ogólna ocena jak dla mnie niestety nie jest pozytywna. Spodziewałam się dużo więcej od topowej marki. Oprócz opakowania i SPF niestety nie znalazłam niczego dla mnie dobrego.. :/

 

Podsumowując wszystkie trzy podkłady śmiem po raz kolejny w życiu twierdzić, że “nie wszystko złoto co się świeci”, i niestety to, że produkt jest drogi nie oznacza że jest dla konkretnej osoby dobry.  Wszyscy jesteśmy różni, każdy ma inne potrzeby. Nie twierdzę, że ten konkretny podkład od Lancome jest zły, po prostu nie sprawdził się u mnie. Ten od Lirene pośród tych trzech uplasował się na drugim miejscu, natomiast Bourjois w tym przypadku to dla mnie produkt no#1!!!

I zdradzę Wam jeszcze na koniec , że z Healthy Mix zaprzyjaźniłam się na dłużej poprzez jego zakup, tyle że jednak zdecydowałam się w sklepowym świetle wziąć go w minimalnie jaśniejszym odcieniu( nr 51), ale jak dotąd i ten sprawdza się u mnie pod każdym względem naprawdę doskonale… Zamierzam więc zaufać marce i zakupić jeszcze korektor, puder i może jakąś szminkę…?  <3

Pozdrawiam

P :*

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *